wtorek, 5 sierpnia 2014

Rozdział piąty

Dwa tygodnie później:

- Nie powinnaś tego robić- próbowała mnie przekonać Bonnie.- Tutaj masz nas, pomożemy ci, a tam będziesz całkiem sama, poza tym to Los Angeles nie mogłabyś przeprowadzić się gdzieś bliżej?- zapytała.
- Wiesz, że muszę zacząć od początku- powiedziałam.- Jaki jest najlepszy sposób na nowy początek, wyjechać i zapomnieć o tym co mnie spotkało.
- Co właściwie zamierzasz zrobić?- zapytała Elena.- Czym będziesz się zajmować, gdzie zamieszkasz, z czego będziesz żyła? Potrzebujesz pieniędzy?
- Mam oszczędności- odpowiedziałam.- Co do pozostałych pytań, wynajmę coś sobie, na początek jakiś mały pokoik, no i muszę jeszcze poszukać pracy, a jakiej dokładnie nie mam pojęcia.
- My mamy- powiedział Elijah, wchodząc do pokoju razem z Jasonem.- Było otwarte, chyba nie słyszałyście jak pukaliśmy. Chcecie usłyszeć nasze plany, czy będziecie tak stały?- zapytał.
- Plany, na co?- zapytałam zaciekawiona.
- Na twoją przyszłość- odpowiedział Jason.- Po pierwsze, jeżeli ci to odpowiada, moja młodsza siostra mieszka w Los Angeles razem z naszą kuzynką i bardzo chętnie cie przygarną.
- Po drugie- wtrącił Elijah.- Moja mama ma tam dobrą znajomą, która jest dla nas jak rodzina i prowadzi fundacje zajmującą się nieuleczalnie chorymi i niepełnosprawnymi dziećmi. Rozmawiałem z nią i bardzo się ucieszyła słysząc, że potrzebujesz pracy, ponieważ jej potrzebne są ręce do pomocy.
- Naprawdę będę mogła skorzystać z waszych ofert?- zapytałam nie dowierzając.Pokiwali głowami.- Nie mogę uwierzyć we własne szczęście, oczywiście, że przyjmuje te propozycje- podbiegłam do nich i obydwu uściskałam.
- Na lotnisku będzie na ciebie czekała Vanessa, moja siostra- powiedział Jason, pokazując mi jej zdjęcie.- Zabierze cie do domu, a następnego dnia do pani Evans. Tylko uważaj ona i Katie to dwie niezłe wariatki opinia publiczna uważa je za czarne owce w rodzinie Miltonów, ale my kochamy je najbardziej- uśmiechnął się.
- Kiedy tylko dojedziesz masz do wszystkich zadzwonić, jasne?- powiedział Elijah, grożąc mi palcem.- Będę sprawdzał jak ci się układa w Mieście Aniołów, więc nie kręć.
- Tak jest tato- powiedziałam salutując.- Jejku, jak ja będę za wami wszystkimi tęsknić- objęliśmy się, tym razem wszyscy.
- Więc nie jedź- próbowała jeszcze Bonnie.
- Nie martwcie się- pocieszał Jason.- Przecież ona będzie tylko kilka godzin lotu od was, zawsze możecie się spotkać, w któryś weekend- uśmiechnął się pocieszająco.- Teraz chodźmy już, ponieważ inaczej spóźnimy się na twój lot Caroline.

***

Sześć godzin później:

- Caroline, Caroline!- usłyszałam, że ktoś mnie woła.- Ty jesteś Caroline?- pokiwałam głową, do brunetki, która do mnie podeszła.- Jestem Vanessa, siostra Jasona, miło mi- wyciągnęła do mnie rękę, uśmiechając się.
- Mnie również jest miło- powiedziałam.- Przepraszam, ale jestem jeszcze zdezorientowana tymi wszystkimi zmianami- uśmiechnęłam się przepraszająco.
- Rozumiem- powiedziała.- Chodź, pojedziemy do domu, odpoczniesz, zjesz coś i wszystko się unormuje- popchnęła mnie delikatnie w stronę wyjścia.- Czeka na nas Katie, miałam przyjechać sama ale jej udało się wcześniej wyjść z pracy- poprowadziła mnie do czerwonego Audi i praktycznie posadziła na miejscu pasażera.
- Cześć, Katie- przedstawiła się rudowłosa dziewczyna, siedząca za kierownicą. Wybełkotałam swoje imię i ruszyłyśmy, więcej już nikt się nie odezwał.

- Tutaj jest twoja sypialnia- powiedziała Vanessa, pokazując mi mieszkanie.- Masz oddzielną łazienkę za tymi drzwiami, a tam w ścianie ukryte drzwi do garderoby- otworzyła je, a ja wybałuszyłam oczy.- Tatuś- powiedziała, wzruszając ramionami.
- Zamienisz się ze mną?- zapytałam, śmiejąc się.- Musisz mieć bardzo wygodne życie będąc z rodziny Miltonów.
- Nie wiem czy to takie wspaniałe- odpowiedziała.- Wolę odcinać się od tego nazwiska, chociaż to trudne pracując jako dziennikarka.
- Super, to była moja alternatywa gdybym nie dostała się na medycynę- powiedziałam.- W jakim piśmie pracujesz?
- W Forbesie- odparła.- Najpierw pracowałam w Timesie, później w głównej siedzibie Forbesa w Nowym Jorku, aż w końcu musiałam usiekać z tego miasta, ponieważ ciągle inni o mnie wypisywali jakieś brednie. Jednak moje problemy to nic w porównaniu z twoimi. Słyszałam o twoim procesie z Niklausem, poza tym brat opowiadał mi dokładnie jakim dupkiem okazał się Mikaelson- powiedziała.- Dziw bierze, że on i Elijah są braćmi.
- Masz świętą racje- powiedziałam.- Nie mam jednak najmniejszej ochoty rozmawiać o Niklausie Mikaelsonie, mam nadzieję, że już nigdy w życiu nie będę musiała go oglądać.
- Okej, zero rozmów o Mikaelsonach- uśmiechnęła się.- Teraz chodźmy, sądząc po tych zapachach, Katie przyrządziła dla nas coś pysznego- poszłyśmy razem do jadalni.
- Czyżbyś pracowała jako kucharka?- zapytałam Katie.- Wszystko jest tak pyszne, że jak dłużej tutaj pomieszkam przytyję do rozmiarów wieloryba.
- Prawie trafiłaś- odpowiedziała.- Mam własną restaurację w centrum. Ale koniec z tymi pochwałami, mam nadzieję, że nie masz problemu z wczesnym wstawaniem, ponieważ jutro mam cie zawieźć do pani Evans na ósmą.
- To jest jedna z moich największych zalet- pochwaliłam się.- Zawsze lubiłam wcześnie wstawać.
- Patrz Katie, masz swoją bratnią duszę- roześmiała się Vanessa.- Ja śpię jak najdłużej mogę, wszyscy się śmieją, że gdyby płacili za spanie byłabym najbogatszą osobą na świecie.
- Było super, spędzić z wami trochę czasu- powiedziałam.- Dziękuje za kolacje, teraz idę do wszystkich podzwonić, a później spać jestem potwornie zmęczona, dobranoc- wstałam od stołu i poszłam do sypialni.

- Jestem niezwykle szczęśliwa, że zgodziła się pani pracować z moimi dzieciakami- powiedziała pani Evans oprowadzając mnie po fundacji.- Sama pani rozumie, że ludzie rzadko decydują się na coś takiego, szczególnie, że pieniądze są niewielkie.
- Niech pani mówi mi Caroline- poprosiłam.- To ja jestem wdzięczna, że chce mnie pani zatrudnić, szczególnie po ostatnim skandalu.
- Skandal nie ma tutaj nic do rzeczy- powiedziałam.- Ufam osądowi Elijah'y a on jest cudownym człowiekiem i wydaje mi się, że ty Caroline jesteś równie wspaniała jak on. Kiedy gotowa jesteś zacząć?
- Praktycznie od zaraz- odpowiedziałam.- Potrzebuje się czymś teraz zająć.
- Chodźmy więc, przedstawię ci moich dwóch ulubionych pacjentów- poprowadziła mnie do jednego z pokoików na piętrze.- To jest Oskar- pokazała na śpiącego chłopczyka.- Ma cztery latka, choruje na białaczkę rodzice zostawili go tutaj, ponieważ nie było ich stać na leczenie i od tamtej pory nawet się nim nie zainteresowali. To cudowne dziecko, przeszedł przeszczep szpiku, serię chemioterapii, ale nadal promiennie się uśmiecha- sama się uśmiechnęła.- Tam śpi Kasandra, skończyła niedawno trzy latka, przynajmniej tak przypuszczamy- spojrzałam na nią zdziwiona.- Nie jesteśmy w stanie ustalić dokładnej daty, ponieważ znaleźliśmy ją na progu tego budynku. Mała ma wrodzoną wadę serca, najprawdopodobniej matka nie dbała o siebie w ciąży.
- To straszne, jak można porzucić tak własne dzieci i nawet nie interesować się co z nimi będzie- byłam dogłębnie poruszona.
- Przez lata, nauczyłam się, że ludzie potrafią być niezwykle bezwzględni- powiedziała.
- Cieszę się, że będę mogła tutaj pracować- powiedziałam.- Bardzo lubię dzieci.
- To my jesteśmy zadowoleni, że będziemy mieli kogoś z doświadczeniem lekarskim- odparła.- Ciężko jest kogoś takiego znaleźć.

***

Rok później:

- Elijah, wszystko jest cudownie- powiedziałam.- Nigdy nie pracowało mi się tak dobrze, dzieciaki są cudowne.
- Cieszę się- odpowiedział.- Eweline mówi o tobie w samych superlatywach. Dzieciaki podobno cie uwielbiają, dokładnie tak samo jak pracownicy i niejaki Tyler, dobrze zapamiętałem?
- Jesteś niezwykle wścibski- odpowiedziałam uśmiechając się.- To po prostu bardzo miły facet, jesteśmy przyjaciółmi.
- Dobrze, dobrze nie będę już drążył tematu- powiedział.- Ale podzielisz się ze mną swoim szczęściem?
- Jesteś dokładnie taki sam jak Bonnie i Elena- odparłam.- Gdy coś się zmieni nie omieszkam ci powiedzieć, obiecuje przecież jesteśmy przyjaciółmi.
- Cudownie jest to usłyszeć- wiedziałam, że teraz się uśmiecha.- Uważaj jednak na tego faceta, powiedź mu, że z Nowego Jorku w każdej chwili może przyjechać brygada obrońców.
- Wiem, wiem i właśnie za to was kocham, ale pamiętaj mam dwadzieścia osiem lat i sama sobie poradzę- powiedziałam.- Dobrze ja muszę już kończyć, mam pełno papierów, a za chwilę spóźnię się do pracy. Pozdrów wszystkich i przekaż całusy- rozłączyłam się.
Chowając telefon do kieszeni nie spojrzałam w którą stronę idę i nagle zderzyłam się z czymś twardym. Zarówno telefon, papiery i trzymana przeze mnie kawa wyleciała w powietrze, a ja wylądowałam na ziemi.
- Przepraszam bardzo- powiedziałam, próbując podnieść się z ziemi.- Jestem niezdarą i nie patrzyłam jak idę, mam nadzieję, że nic się panu nie stało- dopiero teraz podniosłam na niego wzrok i zobaczyłam najbardziej znienawidzoną przeze mnie osobę, Niklausa Mikaelsona.
- To raczej ja powinienem spytać, czy nic ci się nie stało- powiedział pomagając mi wstać.- Nie spodziewałem się spotkać w Los Angeles właśnie ciebie, co tutaj robisz?- podał mi telefon i dokumenty.
- Tak się składa, że ja tutaj mieszkam- odpowiedziałam.- Teraz przepraszam ale spieszę się do pracy- nie czekając na jego reakcje, ruszyłam do fundacji.
______________________________________________________________
Wiem, że akcja szybko się potoczyła. Mam jednak nadzieję, że wam się spodoba.


7 komentarzy:

  1. No Cześć! ;)
    Zacznę od tego:
    Świetny rozdział!!! Bardzo, bardzo mi się spodobało twoje "pismo". Naprawdę. Byłam pod wrażeniem gdy czytałam. :)

    Caroline wyjechała i zostawiła Bonnie, Elenę, Elijaha i Jasona... szkoda. :( No ale cóż.
    Fajnie że jej pomogli. To też wielki +. ;) Podoba mi się Elijah, fajny jest. Zupełnie nie podobny do Klausa. ;D
    Jason też jest spoczko, fajnie że poprosił swoje siostry o to aby pomogły Caroline. :)
    Podoba mi się Vannessa i Katie. Bardzo miłe, sympatyczne. To z tym spaniem było dobre. :) Vanessa jest podoba do mnie... heheh xD
    Bardzo się cieszę że Carolie spodobała się praca jaką dostała, to jest najważniejsze.
    I bum.... nie sądziłam że Caroline spotka Klausa. Dlaczego?!! Sądziłam że zacznie się coś dziać z Tylerem, a tu nagle on! -.-

    Ogólnie rozdział wpsaniały. Spodobało mi się. Ciekawa jestem jak dalej to się rozwinie.
    Czekam na więcej. ;)
    Życzę dużo weny, zdrowia, pogody i udanego sierpnia.

    Pozdrawiam. zapraszam:
    http://ja-juz-wiem-chce-wiedziec-wiecej.blogspot.com/
    http://opowiadania-o-tajemnicach.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie spodzewałam się,że Klaus i Caro będą normalnie rozmawiać historie tych dzeci bardzo mnie wzruszyły oj chyba jednak coś się zmieni ale nie chciała bym, żeby Klaus latał za Casrolinne obie dzewczyny są poprostu boskie mówię o Vannesie i Kejtte pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Hej tak jak pisałąm byłam na kolonii. Nie mogłam wcześniej skomentować. Bardzo mi się podobał ten rozdział, taki wesoły i zabawny. Świetnabyła rozmowa Elijah i Caroline. Czy kKaus nie poznał panny Forbes, że był dla niej nawet miły? Coż, pewnie dowiem się w następnym rozdziale. Pozdrawiam i życzę weny twoja wierna Sambora <3

    OdpowiedzUsuń
  4. kiedy mmiej więcej rozdzał 6sty dużo dużo weny pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Spam
    Serdecznie zapraszam na nowo utworzony http://katalog-opowiadan-o-wampirach.blogspot.com/ Mam nadzieje, ze pomysł ci się spodobał i dołączysz do nas :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Ooo boskie opowiadanie dzisiaj je znalazlam i wszystko przeczytalam.KIEDY NOWY ROZDZIAL???

    OdpowiedzUsuń
  7. Dodaj nowy rozdzial Pliss;-)

    OdpowiedzUsuń